POLSKIE DYKTANDO w SZKOCJI I IRLANDII PÓŁNOCNEJ „GŻEGŻÓŁKA”

10 marca w PSS Ballymena odbyło się IX POLSKIE DYKTANDO w SZKOCJI I IRLANDII PÓŁNOCNEJ „GŻEGŻÓŁKA”, którego pomysłodawcą i głównym organizatorem jest Szkoła bez Granic im. Niedźwiedzia Wojtka.  Ideą konkursu jest kształtowanie poszanowania dla języka polskiego oraz promocja szkolnictwa polonijnego wśród Polaków. Do dyktanda zgłoszonych zostało 139 uczestników, ostatecznie jednak w konkursie wzięło udział 129 osób. Jest to największa liczba uczestników w historii dyktanda! Dyktando odbywało się w trzech kategoriach wiekowych: 8-10 lat, 11-13 oraz 14+.

Jesteśmy podwójnie szczęśliwi za wysokie wyniki naszych uczniów : I miejsce i „Złote pióro Konsula RP” dla Karoliny Kowalskiej w grupie wiekowej 11-13 i II miejsce dla Franka Zająca w grupie wiekowej 14+!🎉🥇🥈🎉
W naszej szkole gościliśmy uczniów i nauczycieli Polskich Szkół Sobotnich zrzeszonych     w Polish Educational Forum Northern Ireland/Forum Polskiej Edukacji w Irlandii Północnej: PSS Coleraine, CCPA Banbridge, PSS Ballymena, PSS Bangor, PSS Belfast,  PSU Nerwy, PASS Derry/Londonderry. Był to dzień integracji i wspaniałej zabawy            dla wszystkich. Dziękujemy wszystkim naszym gościom.

Na uczniów polskich szkół uczestniczących w konkursie czekał poczęstunek i upominki książkowe ufundowane przez Konsula RP w Edynburgu, Ireneusza Truszkowskiego, Konsula RP w Belfaście, Dariusza Adlera  oraz Karolina Shop i Polbooks .
Do IX Dyktanda zgłoszonych zostało 139 uczestników, ostatecznie jednak w konkursie wzięło udział 129 osób. Jest to największa liczba uczestników w historii dyktanda!

Do zobaczenia w przyszłym roku!

Zapraszamy do sprawdzenia się 😉

TEKSTY:

Grupa 8-10 lat
Anatola i spółki przygód niemało

I znów spotykamy się na marcowych zmaganiach z ortografią polską. A na autora dyktanda „Gżegżółka” spadł po raz dziewiąty obowiązek stworzenia jakiejś historyjki.

Jej główny bohater to tym razem żółw Anatol. Mieszka w domku przy ulicy o nazwie Zielona Dróżka. Bardzo lubi przejrzeć od czasu do czasu książki podróżnicze. Pewnie bierze się to stąd, że dla Anatola każda wyprawa nawet na niedaleki, niezbyt odległy koniec ulicy, to niezwykle długa droga.

Nierzadko też w mroźne wieczory przymyka swoje oczy, drzemie i marzy o różnych wycieczkach.

Przyjaciółką Anatola jest wiewiórka Basia. To najmilsze stworzonko, które nie lubi hałasów i harmideru. Słychać je często podczas bójek leśnych ptaków. Niedawno po takiej bójce Basia zauważyła trzy pióra, gdy żwawo minęła rów, przy którym rósł głóg.

Basia bardzo lubi dzielić się swoimi ulubionymi przysmakami, orzechami i żołędziami z Anatolem i Grażyną.

Grażyna to druga przyjaciółka bohatera, żaba, która mieszka nad brzegiem stawu pod brzozą. Wokół stawu wśród trzcin przy plaży rosną żółte kaczeńce i niebieściutkie niezapominajki.

Grażyna uwielbia burze i nie przeszkadzają jej w ogóle ohydne, ciemne chmury ani groźne jak potężny huk grzmoty. Po prostu przepada za wodą.
Grupa 11-13 lat
Niewyobrażalne kłopoty Marka

Marek powoli, ociężale, noga za nogą wlókł się do domu. Nie miał żadnych złudzeń. Jutrzejszy dzień przyniesie mnóstwo niemałych kłopotów. Cóż tak poważnego sprowadziło na naszego bohatera zły humor? Dopiero co dowiedział się, że nauczyciele niedawno przyjrzeli się bliżej jego zachowaniu i wkrótce otrzyma karę za nieprzestrzeganie regulaminu szkolnego. Nie najlepiej zachowywał się podczas zajęć. Nie odrabiał porządnie prac domowych. Na ogół niezbyt przejmował się uwagami, nie słuchając ich po prostu.

Wśród grzechów największy był ten, że niewiele czasu poświęcał nauce. Można by sądzić, że nie rozumiał, iż postępuje niemądrze.

Ostatnią kroplą, która przelała puchar goryczy, była klasówka z ortografii i interpunkcji. Marka przytłoczyła niewyobrażalna ilość błędów. A przecież wciąż wydawało mu się, że umie pisać wyrazy: Francuz, jeżyna, chrzęst, huk, pustułka, pszenica, hipopotam, Szwed, strużka, trąbka, jarzyna, chusteczka, gżegżółka, chryzantema i w ogóle wiele innych!

A zatem stanął przed najpoważniejszym zadaniem: trzeba by udobruchać mamę, odwieczną strażniczkę polskiego języka, która nienawidziła nieodpowiedzialności.

Spośród wielu różnorodnych pomysłów ten musi niezwłocznie zaplanować! Skoro świt przygotuje może nie najbardziej wystawne, ale smaczne śniadanie. Świeżo zaparzona kawa, twaróg z rzeżuchą i rzodkiewką, smażone jajka, a żeby było odświętnie, ustawi wazonik z różyczkami, żonkilami i pachnącymi hiacyntami.

Trudno, nie należy chować głowy w piasek tylko odważnie przyznać się i złożyć obietnicę jak najszybszej poprawy. Mama na pewno da się przekonać.
Grupa 14+
Cherlawy Dyzio

Na nowo stworzony przez wybitnego łodzianina, Juliana Tuwima, bohater to oryginał nie z tej ziemi. Pojawia się znikąd, ni stąd, ni zowąd, przynosząc żądnym wyjaśnień obserwatorom nierzeczywiste obrazy. A to tylko prażące słońce prześwietla chmury i konstruuje magiczne witraże, fluorescencyjne esy-floresy i kolaże nie do wiary.

Obraz pierwszy nieprawdopodobny.

Cherlawy Dyzio marzyciel spod przymrużonych powiek obserwuje heroiczne zmagania Trąbalskiego. Słoń próbuje wciąż utrzymać równowagę na pierzastej chmurce, ale chyboce się w tę i we w tę. Wszystko to mimo mżawki obserwuje niezbyt inteligentny Grześ i na bieżąco relacjonuje na Facebooku, nierzadko wysyłając drażliwe zdjęcia w cyberprzestrzeń.

Obraz drugi niewyobrażalny.

Pan Hilary kręci się wśród smug szaro-białego dymu, zaglądając tu i ówdzie w poszukiwaniu czegóż by? Na razie z pewnością okularów.

Usłużna gżegżółka, na bieżąco obserwując ósemkę różnobarwnych stworzeń znad strużki, postanowiła o kradzież oskarżyć trznadla. Wtem pejzaż zafurgotał, osiadł na spiżowym obłoku i wybuchła nie najcichsza kłótnia. Jakby nowo narodzone, znikąd pojawiły się pustułki, kszyki, kukułki, sójki i sówki. Wrzaski były okrutne. Można by sądzić, że ponaddwugodzinnym kłótniom i swarom nikt nie zapobieży.

Wtem zjawił się niespóźniony pan Słowik i napisał na swoim Twitterze: okulary Hilary na razie jak co dzień ma na nosie.

Obraz trzeci „nie z tej ziemi”

Mżący deszcz nie zniechęcił rozzuchwalonej młodzieży zachłyśniętej nieograniczoną wolnością. Hulała po wpółotwartej, siedmiobarwnej kładce tęczy, wywijając sążniste hołubce, tudzież hip-hopowe solówki, byleby wprawić w osłupienie podstarzałe matrony.

A potem wykonać żmudne zadanie: posurfować w Internecie i sprawdzić nierzadko nie najjaśniejszą historię młodzieńczych swawoli sprzed ćwierćwiecza.
Grupa OPEN
Sława czy chwała

Ni stąd, ni zowąd, znienacka nastał kolejny marzec i jak co roku co poniektórzy z nas, żądni sensacji zapragnęli przenieść się z Niziny Małopolskiej, znad jeziora Hańcza czy wreszcie spod gdyńskiej Chyloni do jarzącego się wielokolorowymi światłami Los Angeles. A tam, wśród fluorescencyjnych esów-floresów i hord rozhisteryzowanych gapiów i paparazzich snują się nieco chimeryczne, nieraz autentycznie charyzmatyczne i oryginalne gwiazdy.

I nie czas na śmichy-chichy. Oto pomiędzy watahą w dwójnasób zniecierpliwionych i pełnych nadziei nominowanych, na końcu krwistoczerwonego dywanu stoi on – niecoponadtrzydziestocentymetrowy Oscar.

Ale kimże jest ów rządzący światem kina? Kiedy niekiedy słychać szepty, że pozbawiony jest nawet drugorzędowych cech płciowych…

I wówczas, gdy tak sobie niecnie myślałam, przyszła mi do głowy historia zgoła innego Oskara. Ten nigdy nie uznawał jakiegokolwiek wysiłku za ohydztwo czy paskudztwo tego świata i nie mitrężył czasu na nicnierobieniu. Toż to jemu przaśna, ludowo-popkulturowa gwiazdka Cleo zawdzięcza autentyczną inspirację i rzesze fanów.

Oskar Kolberg pochodził z podradomskiej Przysuchy (skądinąd głośnej ostatnio). Jednakże można by sądzić, że niemalże przepadł w zamęcie niepamięci – jedynie tu i ówdzie bywa w ogóle kojarzony.

W ciągu półwiecza stworzył rzetelne i niejednokrotnie rubaszne archiwum obrzędów i guseł.

Dzięki żmudnej Kolbergowskiej pasji znamy pochodzenie i użycie przysłów, których używamy na co dzień. Trzeba by też zauważyć żwawe kujawiaki oraz chyże hołubce pobrzmiewające niezaprzeczalnie we współczesnych przebojach zespołów folkowych.

Pasjonat ów zbierał je z samozaparciem i nie opuścił żadnej wielskiej hulanki. Prędzej sczezłby niżby uciekł przed kolejnym Burkiem, który na pewno nie był chartem, ale pełnym hartu kundlem spod zagrody.

Nie wahajmy się złożyć hołdu naszemu swojskiemu Oskarowi. Niechże zatriumfuje słowiańska sobótka nad walentynkami i krakowiak nad wszędobylskim hip-hopem.

Teksty dyktand że wszystkich edycji są dostępne na stronie Szkoły bez Granic:

https://szkolabezgranic.org/post/dyktando-gzegzolka_168.html                                     

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rok szkolny 2017/2018. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.